10 października 2011

Czajniczki, samowary i piosenka pana Borgesa



Nadejszła wiekopmna chwila....
Przymrozek. Pierwszy tej jesieni.
Nagle stojąc z nosem przy szybie w ganku o szóstej rano uświadomiłam sobie, że minęło lato- nieodwołalnie, cicho, odjechało z orszakiem swoim dam i kawalerów, na średniowiecznych konikach, z dźwiękami rogów, saraband i złotymi włosami Izoldy. Nadejszła wiekopomna chwila- oto wkroczyliśmy w królestwo chłodu.
Średni zażądał rękawiczek, stwierdził, ze mu zimno do szkoły rowerem jechac, jak kierownicę trzyma. A mały jechał dzisiaj do zerówki zawinięty w kraciasty koc; o siódmej rano,  senny, szczękający zębami. Wyciągnęłam kurtki, czapki, szale. I nastawiłam sobie czajniczek z parującą herbatą, marząc o samowarze.
W sumie, dlaczego nie? Mamy samowar, nawet dwa. Jutro- nie, dzisiaj!- dzisiaj go wyciągnę i będziemy robić wieczorne sacrum herbaciane wokół samowara. Mamy też kasztany, żołędzie, porobimy ludki....i stemple z liści...i upiekę muffinki do tej samowarowej herbaty.
Chłód.
Jak Gerda na grzbiecie renifera, przyjechała jesienna panna, otulona w dziergane swetry, z czerwonym nosem i zmarzniętymi policzkami. Musze pograbic liście. Muszę wykopać selery. Muszę przeczytać Borgesa...

Elsa

Noce długiej bezsenności i kary,
Które pragnęły świtu i obawiały się go,
Dni owego wczoraj, co powtarzały
Inne zbędne wczoraj. Dziś je błogosławię.
Jak mogłem przeczuć w owych latach
Opuszczenia w miłości, że okrutne
Baśnie gorączki i krwiożercze
Jutrzenki szczeblami były jedynie,
Topornymi i błędnymi korytarzami,
Jakie prowadziły mnie do czystego
Wierzchołka błękitu, który trwa w błękicie
Tego wieczoru i moich dni?
Elso, w mojej dłoni spoczywa twoja dłoń.
Widzimy śnieg w powietrzu i kochamy go.

Jorge Luis Borges
przełożył Andrzej Sobol-Jurczykowski

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Dziękuję, że zostawisz ślad :)