Zaczęliśmy Wakacyjną Księgę Radości.
Po dwóch dniach zimna i deszczy wróciło słońce, naścinałam do dzbanka żółtych i białych kwiatów. Dalie zakwitły, agrest dojrzał, a z ogródka wydobyłam pierwsze, absolutnie najsmaczniejsze ogórki!
Mały czyści i szlifuje karmnik, pomaluje go lakierobejcą i na zimę będzie odnowiona stołówka.
Już mam plan pierwszej wakacyjnej rowerowej wycieczki, ale na razie tajemnica:)
Pierwsze letnie jabłka!
Coraz bardziej kolorowo w warzywniku
Dni są niesamowicie słodkie, długie, pełne po brzegi tego, co uwielbiam - krzątania w bezczasie. Nieważne, czy coś zajmuje mi godzinę czy dwie, nieważne, o której wstanę, nieważne, o której pójdę spać. Mogę spokojnie przestać zerkać w kalendarz i terminarz, teraz to ogród dyktuje, co robić i nie trzeba do tego zegara. Jak zarośnie, pielić, jak trzeba, zrywać, pakować lato w słoiki i radować się.
Jak będzie padać, będę układać w szafie i segregować papiery.
Albo czytać.
Albo pisać. Albo piec chlebek. Robić małosolne. Jeść agrest.
Albo malować. Bardzo łatwo jest miło spędzać czas:)
Pięknie i sielsko u Ciebie, a z wpisu bije pozytywna energia i radość życia.:) Serdeczności Kalinko.:)
OdpowiedzUsuńTo taka kalinoterapia:) I wzajemnie Lenko!
OdpowiedzUsuńI jeszcze Mimbla się wychyliła zza rudbekii... :)
OdpowiedzUsuńPIEKNIE NAPISANE.POZDRAWIAM Z TROJMIASTA
OdpowiedzUsuńCiekawie i kolorowo u Ciebie :)
OdpowiedzUsuń