07 lipca 2013

Kompot z porzeczek i inne uroki życia

Kojarzy mi się z dzieciństwem. U babci, na stole przykrytym ceratą stał dzbanek z kompotem, zrywałam porzeczki w ogrodzie, tylko pamiętaj, trzy kolory, mówiła babcia, czerwone, czarne i białe. I kilka agrestów do smaku, parę malin. Rabarbar, zielone sprężynki podpiętej różowością skórki. Wyrazisty, porzeczkowy smak miał tylko jednego konkurenta; kompot z gruszek, z dodatkiem goździków. Kto wtedy słyszał o mirindach, colach, sokach w kartonach... Była oranżada w butelkach z ceramicznym kapslem, otwieranym chytrym ustrojstwem na drucie. I kompot domowy, i kwas chlebowy czy podpiwek. Uśmiecham się do wspomnień; sera białego pakowanego na wagę, w szary papier, mlekach w szklanych butelkach z kapslami z aluminiowej folii, chleba, niesionego do domu, jeszcze ciepłego, ze spodem oprószonym mąką...
Pamiętam kartki na wszystko i dzisiaj, zachodząc do sklepu, nie posiadam się ze zdumienia, że tak wiele jest wszystkiego.  Ale kompot celebrowaliśmy z chłopakami, a piłam go w te gorącą niedzielę, siedząc na tarasie, ze szklanki, myśląc o tym, że tak wielu osób, które kochałam, już nie ma. Zostają rzeczy i wspomnienia. Kubek z kogutkiem i zielony koc do prasowania we Włostowie, noże wyślizgane tak, że przypominają  zjeżdżalnię aniołów, durszlak babci, sito do mąki, zapach bukszpanów, ciemna, cynamonowa spiżarnia, wędrująca w moich marzeniach jak międzygwiezdny krążownik, od świata, którego już nie ma, do świata, w którym nadal istnieją, w mojej pamięci i myślach.
Czytam Pamuka i tak słodko gorzko łapie mnie za gardło, tak jak smak porzeczkowego kompotu.

"Kiedy ciemność nocy okrywa miękkim kocem nasze życie, nasze ulice oraz należące do nas przedmioty, a my jesteśmy bezpieczni w swoich domach, sypialniach i łóżkach, możemy wrócić w snach do minionej świetności i dawnych legend. Lubię tę ciemność, która, nie poddając się wątłym światłom latarni, tak poetycznie opada na biedne przedmieścia..."



 


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Dziękuję, że zostawisz ślad :)